reklama-avril

Historia: Aga S

O Avril dowiedziałam się mając 8 lat. „Complicated” królowało wówczas na takich kanałach jak Viva I MTV. W bloku, w którym mieszkałam wszyscy się znali, dzieci tworzyły jedną zgraną paczkę. Wszyscy lubili Avril. Kiedy któryś z naszych rodziców usłyszał jej piosenkę w telewizji, otwierał szeroko okno i podgłaśniał telewizor, abyśmy my – bawiący się na placu zabaw mogli to usłyszeć, zamienialiśmy się wtedy w Avril i jej zespół i śpiewaliśmy naszym łamanym angielskim ☺, a „S8er Boi” wprawiało nas w istne szaleństwo, kochaliśmy to! Zaczęliśmy kupować gazetę „Bravo”, choć niektórym rodzicom niekoniecznie się to podobało, uważali bowiem, że to gazeta dla ciut starszych dzieci, jednak nikt nam nie zakazywał jej czytać.

Dla mnie Avril i jej piosenki to było coś więcej. Z jednej strony była to ucieczka od problemów, z drugiej strony niewidzialna siła podnosząca mnie na duchu. Wychowałam się bez mamy, zostawiła mnie kiedy byłam mała z ojcem… alkoholikiem i babcią.

Kiedy tylko mój ojciec się napił i robił awantury, zakładałam słuchawki, kładłam się na łóżku i ze łzami w oczach słuchałam całej płyty „Let Go”. Było to dla mnie jak terapia, możliwość zapomnienia choć na chwilkę.

Pamiętam, jak się popłakałam ze szczęścia, jak dostałam w prezencie jej drugą płytę „Under My Skin”, która miała swoją premierę kilka dni wcześniej. „Nobody’s home” razem z „My Happy Ending” i piosenką z poprzedniej płyty „Im with you” były moim trio, którego słuchałam podczas wieczornych i nocnych ucieczek z domu, kiedy to mój tata znowu był pijany. Uciekałam, bo nie potrafiłam patrzeć jak bije moją babcię, byłam bezsilna, a te piosenki… powstrzymywały mnie od zrobienia czegoś głupiego. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam teledysk do „Nobody’s Home”, to po części widziałam siebie… 10 letnią dziewczynkę szwędającą się po mieście, bez sensu i be żadnego celu.

Tak było przez kolejnych kilka lat.

Trzecia płyta, która wyszła w 2007 roku mnie troszkę zasmuciła, a właściwie rozczarowała. Dla mnie to już nie była ta sama Avril, nie było już tam tylu piosenek, do których mogłabym uciec, które podnosiłyby mnie na duchu, które dawałyby mi tyle siły co poprzednie, ale dalej kochałam Avril, szczególnie za piosenkę „Keep Holding On”, to właśnie ta piosenka pozwalała mi przetrwać najgorsze, kiedy ojciec mnie pobił, słuchałam tej piosenki na okrągło. Miałam wrażenie, że jest śpiewana właśnie do mnie, że Avril mówi mi, że muszę być silna, że to wszystko przetrwam, że kiedyś będzie lepiej. Była taka prawdziwa… Jestem wdzięczna, że ją stworzyła. Przetrwałam, byłam silna, dzięki niej.

Później w moim życiu wiele się zmieniło. W końcu trafiłam na osobę, która uwierzyła w to, co dzieje się u mnie w domu, nie wzięła mnie za durne dziecko, które mówi takie rzeczy dla zwrócenia na siebie uwagi. Avril jednak pozostała w moim życiu. Polubiłam wówczas jej weselsze piosenki typu „Girlfriend” czy „Hot”. Słuchając piosenek z jej 4 płyty typu „What the Hell” Czy „Smile” aż chciało się tańczyć, a uśmiech nie schodził z twarzy.

Jej piosenki zawsze mi towarzyszyły, czy to w chwilach radosnych, czy też smutnych. Kiedy zmarła moja babcia, słuchałam w kółko „When you’re gone”, przez co nie jestem w stanie jej słuchać dzisiaj. Jest dla mnie swego rodzaju zakazaną piosenką.

Później wracałam do jej piosenek przez sentyment, zakochiwałam się w nich na nowo ☺ .

Kiedy musiałam podjąć najcięższą decyzję o rozstaniu po kilku latach związku „hush hush” czy „hello heartache” były mi szczególnie bliskie. Dzisiejsze „Birdie”, „I Fell in Love with the Devil” szczególnie mi o tym przypominają, zupełnie jakby ktoś śpiewał o moim życiu.

Avril zawsze mi towarzyszyła i mam nadzieję, że nie przestanie tworzyć, bo to co robi jest nie tylko piękne, ale również pomocne dla wielu osób na całym w świecie w różnych lżejszych, bądź cięższych sytuacjach.

Cieszę się, że jest sobą i się nie zmieniła. Cieszę się również, że nie idzie w tym beznadziejnym muzycznym kierunku i nie tworzy „piosenek”, które ciężko jeszcze nazwać „piosenkami”. Mam nadzieję, że tak pozostanie.

Ulubiona płyta: Let Go

Płyta, którą lubię najmniej: TBDT

Ulubione piosenki: Im with you, Unwanted, My Happy Ending, Nobody’s home, Fall To pieces, Keep Holding On, Smile, Push, Hush Hush, Let Me go, Hello Heartache, Give what you like, It was in me, I fell in love with the devil, Birdie

Mniej lubiana piosenka: chyba takiej nie ma

Podobne Posty